Przyznaję, zwykły prawiczek który dotyka rowera tylko jak jedzie do sklepu nigdy nie pozna tej radości
w pokonywaniu własnych granic i piękna samej inicjatywy. W Zeszłym roku pomimo kilku lat przerwy w aktywnym jeżdżeniu
sprowokował mnie Grzesiu z płocka Nie pamiętam ile pokonał ale dostałem dosłownie od niego ciężkim kamieniem w tył głowy,
czego nie darowałem. Sam byłem zdziwiony bo jego 30+ km planowałem pokonać tylko o 40,
ale to chyba wina wiatru że skończyło się na ponad osiemdziesięciu. W tym roku uderzył w moją godność Rafał roguski z trasą ponad 80 km.
Oki rozumiem, żarty się skończyły, Więc popracowałem nad swoją kondycją 500% bardziej niż w zeszłym roku, bo wtedy wogle nie miałem ją w d…
trzy razy pojechałem do pracy rowerem i zaliczyłem nie udany odwet w deszczu 60 km. https://youtu.be/RD9k4yjUU8E

Pozwolę sobie również zaznaczyć że odstawiłem jakikolwiek alkochol na cały tydzień.
Otuż niedziela przyszła spontanicznie poniewóż kolega mnie skusił dzień wcześniej na dwa browce nie planowałem dzień do przodu żadnej wyprawy.
Jednak gdy wstałem jak zwykle zbyt rano poczułem że jak spędzę kolejny wolny dzień na czołgach grzebaniu przy samochodzie czy przy altance to pewnie skończy się na nudnym dniu podobnym do wszystkich. W danej chwili wlazłem na mapy google
i od razy wiele nie myśląc nabrałem ochoty na tamę we Włocławku, bo tam jeszcze mnie nie było.
Delikatnie zaspana żona podejrzewam że chciała mi zasugierować co bym się stuknął w głowę ale z przymrużeniem oka mnie puściła z niedowierzaniem.
Chociaż poprostu może nie chciała się przyczyniać do mojej potencjalnej porażki? Mniejsza o więkrzość,
40 pierwszych kilometrów to same nudy bo znałem tą trasę bardzo dobrze.
Na 45 wyprzedził mnie 13latek z przedszkolnym plecaczkiem na wigry3, jak pamiętacie taki model.
Zapieprzał że z trudem mu fotę strzeliłem chyba do kościoła śmigał ( he he… rządy pisiorów widać nie mają litości nad tubylczą ludnością)
Na 80km. mniałem pierwszy kryzys i pomyślałem by zawrócić ale zaeksperymentowałem z izotonikami,
energrtyki były na tyle złe że wypłukiwały magez i powodowały skurcze przy dużym zmęczeniu, czego doświadczyłem przy wyprawie do nasielska więc nie ryzykowałem. Owa metoda izotoniczna okazała się ratunkiem dla wyprawy.
Z pewnym wyczuciem bez szaleństw zmęczenie miąśniowe odeszło gdzieś dalej ale czaiło się za rogiem.
Dobrzyń nad wisłą był pierwszą nagrodą za przebicie tegorocznego dystansu rafała tyle że w jedną stronę :D. A te widoki…
no kurcze zapraszam serdecznie w to miejsce, naprawdę jest tu ładnie. Problem dla mnie stanowiło tylko zróżnicowanie wysokości terenu przy samej wiśle,
jak już się zjechało to trzeba było podjechać z powrotem. Wolałem na pieszo, a było chyba z kilometr.
Sama tama we włocławku nie okazała się być taką zajebistą atrakcją https://youtu.be/HmugcGwFc2U gdyby nie pomnik popiełuszki to była by średnia.
Mała grochóweczka w speluńskim pseudobarze na przeciw stacji łorlenu dla cichociemnego podładowania telefona przynajmniej o te 10% i strzała dalej wzdłuż wisły ” Po tamtej stronie”
Do Płocka było jeszcze w miarę bo Jasno. W płocku zaczęłem oszczędzać na cieczy i chyba zupełnie nie potrzbnie bo po wyprawie trochę zostało.
przeciąłem Płock po przekątnej by upewnić trasę na 200km.+ jednak do końca nie wiedziałem czy dam radę. Coś tam poplątałem i nie pojechałem jak trzeba
Mało brakowało a pojechałbym na płońsk. Było już ciemno, w plecaku została mi ostania kaszanka i energetyk- najmocniejsza rzecz którą zostawiłem sobie na koniec.
otworzyłem dopiero w drobinie gdy podładowałem kolejny raz baterię w telefonie. Muszę wspomnieć oczywiście o tonie połączeń po drodze od wielu osób z rodziny twierdzących
że utrudniam im życie bo gdzieś se pojechałem. Wybaczta jestem dorosły i mam gdzieś wasze martwice, kreuję własny profil osobowości.
W domu po mimo obolałej dupy byłem o 1:30 trochę za późno ale nie żałuję. teraz się zastanawiam czy dam radę jeszcze raz pokonać swój rekord. poprzedni był 175km. A teraz?

 

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments